|
|
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
|
|
|
|
 |
- Strajk rozszerza się na inne stocznie, porty i komunikację miejską w Trójmieście.
|
- Władze przerywają łączność telefoniczną Wybrzeża z resztą Polski.
|
|
 |
|
Anna Walentynowicz (robotnica):
Latem 1980 represje skupiły się na mnie: przenoszenie, "branie na dywanik" - po 30 latach nienagannej, czterokrotnie wyróżnianej pracy. Przetrzymywano mnie w straży przemysłowej, a następnie pisano, że się spóźniłam. Represjonowanie mnie było lekcją dla innych, żeby nikt na nic podobnego się nie ważył.
Byłam u kresu sił, samotna… wobec tych wszystkich represji, bo przecież wszyscy - poczynając od straży przemysłowej, poprzez brygadzistę, mistrza i kierownika, aż po dyrektora naczelnego - byli przeciwko mnie. Cała organizacja stoczni przeciwko jednej osobie!. Wygrałam sprawę sądową o powrót do pracy, lecz nikt nie chciał honorować wyroku. Po każdym dniu byłam u kresu sił: nie praca mnie męczyła, ale atmosfera. […]
7 sierpnia stało się - zostałam zwolniona. […] Nie przypuszczałam wtedy, że Stocznia stanie, nikt o tym nie myślał. Ludzie z Wolnych Związków Zawodowych rozwiesili plakaty o moim zwolnieniu oraz z żądaniem tysiączłotowej podwyżki płac.
|
|
Z ulotki Wolnych Związków Zawodowych:
Anna Walentynowicz stała się niewygodna, bo swoim przykładem działała na innych. Stała się niewygodna, bo broniła innych i mogła zorganizować kolegów. Jest to stała tendencja władz, aby izolować tych, którzy mogli stać się przywódcami. Jeżeli nie potrafimy się temu przeciwstawić, nie będzie nikogo, kto wystąpi przeciw podwyżce norm, łamaniu BHP czy zmuszaniu do nadgodzin.
|
 Anna Walentynowicz, działaczka Wolnych Związków Zawodowych, wśród robotników (fot. W. Górka).
|
 „Licz na mnie” - plakat „Solidarności”.
|
|
|
 |
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
|
 |
 |
 |
|
|